Lamus

Usta jak miecze

powinieneś wiedzieć
że ja mleczne świty
zlizuję niczym lód
językiem ciepłym i szorstkim
zachłannie
ostre cienie
rozstawiam po firmament płowy
stężoną barwę skóry
przebijam
na wylot
kośćmi
wybijam rytm
czerniejącą krwią znaczę twarz
atakuję
a usta mam jak miecze

VI 2000 r.

***

ćma
mistrzyni niemożności
chropawym ostrzem skrzydeł
przerwała mi sen
nad białą kartką papieru

a
jest tylko jeden oddech
pomiędzy
zmierzchem a świtem
pomiędzy bielą a czernią

czy zdążę

szarpany trzepot
nad pod i poprzez
bo wciąż się tli małe światełko
pułapki

***

Obietnica

beze mnie nie będzie ciebie
oko za oko
ząb za ząb
tak jak ty mnie
ja tobie
gdy:

bez ciebie nie było
mnie

moja obietnica miłosna

VI 2001 r.

***

W

za niemą ścianą twojego ciała
wzrasta sen jak topola:
nie sięgam

domykam swoje ciało
powieką
biała brama ud
już odcięła światło

czarny jar krew czarna
nic nie wzrasta

VI 2000 r.

***

Echo

magazynek słów
wystrzeliłam
na nic to:
ta zbrodnia
to mnogosłowie
ta obfitość razów
zadanych tobie –
na nic
jesteś przecież
ścianą skalną
dla mych ust

***

jak na elipsie kosmicznej orbity
powinnam
pokonać jeszcze jeden łuk
łagodny
dyskretny zakręt życia
ale ja
popadam w zamyślenie
nad punktem
który przecież nie istnieje

dla niego
wypadam z orbity

IV 1998 r.

***

– jakby ktoś
odlał mnie z brązu
stoję
nieruchoma
nie jestem w stanie
otworzyć ust
powiedzieć ci
że
– jestem w środku
jeszcze ciepła
krwią lepka
oddechem coraz słabsza
– powiedzieć ci
chciałam

***

Sentymenty

z dwóch wąskich dłoni położonych na piersiach
wydestylowano biel
piersiom zostały tylko
smugi dotyku

bielą zaimpregnowano
inną kobietę

VI 2000 r.

***

Do T.

po co otwierasz usta
by słowa
starannie
układać wokół mej głowy w obręcz
by ją w każdej chwili móc zacisnąć
być może
otwierasz usta
by objąć swymi wargami
moje ciało
czerpać do woli
zapach lęku i niepewności
być
tak może
kiedy twoje pytania
w moje milczenie spłyną
pojmę
po co
usta

***

białe płótna
zawieszę
to wasze twarze
zagruntowane emocje

VI 2000 r.

***

nasze łóżko
biel oddalenia
zimna przestrzeń
zaprószona
naszymi słowami
lodowatym językiem
smakujesz moje ciało
woda wodę
bezbarwie
nic ze mnie
nic z ciebie
jałowość zmarzliny

III 1998 r.

***

Byłabym pięknym trupem
oby mi tylko usta
nie zbielały:
tętniąca czerwienią
kropla
pod czaszą nozdrzy

II 2001 r.

***

zaślep
zaślep
niedobry sen o staruszce
chorej na raka krtani
codziennie wieczorem
zasiada z porcelitowym kubkiem w ręku
(filiżanka to fanaberia)

naprzeciw ściany bez okna
za to z przyszpiloną fotografią
kotki którą miała jeszcze przed
pierwszym mężczyzną

na nogach czerwone kapcie
nosiła je w domu narzeczonego
narzeczeństwo trwało siedem lat
potem została staruszką

IV 2002 r.

***

Wiara czyni spustoszenie
wiara w słowo
które nic nie nazywa
wiara w rzecz
której brak imienia
wiara dotyczyć musi tego
czego nie ma
wiara czyni spustoszenie
w pustce
poprzez stwarzanie

XII 2000 r.

***

Tutaj jest cisza,
która grzmi bezlitośnie,
echem odbija się od ścian,
wracającą falą uderza o mnie,
o mój szept.
Myśli, że usta mi zamknie.